Czy małżonek może wyrzucić Cię z mieszkania?
„Usłyszałam, że mieszkanie jest jego i mam się wyprowadzić. Czy naprawdę może mnie po prostu wyrzucić?”
Takie pytanie często pojawia się, gdy między Wami zaczyna się konflikt albo jedno z Was mówi już o rozwodzie.
Padają wtedy zdania:
„To moje mieszkanie.”
„Ja za nie płacę.”
„Masz się stąd wyprowadzić.”
„Zmieniam zamki i nie wejdziesz.”
Tylko że samo powiedzenie Ci „wyprowadź się”, nie oznacza jeszcze, że druga strona rzeczywiście może Cię z mieszkania usunąć.
Nie działa to tak, że jedno z Was po prostu decyduje: „od jutra już tutaj nie mieszkasz”.
Najpierw trzeba sprawdzić, do kogo należy mieszkanie, na jakiej podstawie w nim mieszkacie i jak wygląda Wasza sprawa.
Mieszkanie jest wspólne. Czy druga strona może kazać mi się wyprowadzić?
Jeżeli mieszkanie należy do Was obojga, jedno z Was nie może samodzielnie zdecydować:
„Od dzisiaj mieszkam tutaj tylko ja.”
Sam konflikt, decyzja o rozwodzie czy nawet złożenie pozwu nie powodują, że drugie z Was nagle traci możliwość korzystania ze wspólnego mieszkania.
Może więc być tak, że Wasze małżeństwo już właściwie nie funkcjonuje, a przez jakiś czas nadal mieszkacie pod jednym dachem.
Nie zawsze jest to łatwe.
Jeżeli wspólne mieszkanie staje się źródłem ciągłych konfliktów, trzeba zastanowić się, jak je uregulować, a nie kto pierwszy powinien spakować walizki.
A jeśli mieszkanie należy tylko do drugiego z Was?
Tutaj często słyszę:
„Mieszkanie zostało kupione przed ślubem, więc usłyszałem, że mam się wyprowadzić.”
Samo to, że lokal należy tylko do drugiego z Was, nie oznacza jeszcze, że w czasie małżeństwa można z dnia na dzień powiedzieć Ci:
„To moje. Od jutra już tutaj nie mieszkasz.”
Jeżeli mieszkanie należy do jednej osoby, druga może z niego korzystać, jeżeli służy ono zaspokajaniu potrzeb Waszej rodziny.
Dlatego kiedy Klient mówi mi:
„Nie jestem właścicielem, więc podobno nie mam tam żadnych praw”
nie patrzę tylko na to, czyje nazwisko znajduje się w księdze wieczystej.
Sprawdzam również, kiedy mieszkanie zostało kupione, z jakich pieniędzy, jak z niego korzystaliście i czy był to Wasz wspólny rodzinny dom.
Czy to znaczy, że staję się współwłaścicielem mieszkania?
Nie.
To dwie różne rzeczy.
To, że możesz mieszkać w danym lokalu, nie oznacza, że automatycznie stajesz się jego współwłaścicielem.
Jeżeli mieszkanie zostało kupione przed ślubem przez drugą stronę i należy tylko do niej, sam ślub nie powoduje, że połowa zaczyna należeć do Ciebie.
Możesz więc mieszkać w nim w czasie małżeństwa, a jednocześnie nie mieć udziału w jego własności.
To rozróżnienie staje się szczególnie ważne, kiedy zaczyna się rozwód.
Druga strona zmieniła zamki. Co wtedy?
Zmiana zamków sama w sobie niczego nie rozstrzyga.
Nie działa to tak, że ten, kto pierwszy wymieni wkładkę w drzwiach, wygrywa spór o mieszkanie.
Jeżeli do tej pory wspólnie tam mieszkaliście, a nagle nie możesz wejść do domu, nie zakładałbym od razu, że musisz się z tym pogodzić.
Najpierw sprawdziłbym, do kogo należy lokal i na jakiej podstawie każde z Was może z niego korzystać.
Nie radziłbym natomiast odpowiadać kolejną zmianą zamków czy próbą siłowego wejścia do środka.
To zwykle tylko dokłada kolejny konflikt do już istniejącego.
Czy złożenie pozwu rozwodowego coś zmienia?
Nie od razu.
Samo złożenie pozwu nie oznacza, że jedno z Was musi się wyprowadzić.
Możecie być w trakcie rozwodu i nadal mieszkać razem.
Jeżeli po rozwodzie nadal będziecie zajmować to samo mieszkanie, sąd może w wyroku określić, jak macie z niego korzystać.
Może chodzić na przykład o ustalenie, z których pomieszczeń będzie korzystać każde z Was.
Nie oznacza to jeszcze podziału majątku ani decyzji, komu ostatecznie przypadnie mieszkanie.
Chodzi o to, żeby jakoś uporządkować wspólne mieszkanie po rozwodzie, jeżeli nadal pozostajecie pod jednym dachem.
Czy sąd może nakazać jednemu z Was wyprowadzkę?
Tak, ale nie wystarczy powiedzieć:
„Nie chcę już z nim mieszkać.”
W wyjątkowych przypadkach sąd może w wyroku rozwodowym nakazać eksmisję jednego z Was, jeżeli jego rażąco naganne zachowanie sprawia, że dalsze wspólne mieszkanie staje się niemożliwe.
Dlatego kiedy Klient mówi mi:
„Chcę, żeby sąd kazał mu się wyprowadzić”
chcę najpierw dokładnie wiedzieć, co dzieje się w domu.
Sama niechęć do drugiej osoby, częste kłótnie czy napięta atmosfera nie wystarczą.
A co, jeśli w domu dochodzi do przemocy?
Wtedy patrzę na sprawę zupełnie inaczej.
Nie chodzi już tylko o to, kto jest właścicielem mieszkania i kto powinien się wyprowadzić.
Jeżeli dochodzi do przemocy domowej, istnieją rozwiązania, które pozwalają odizolować osobę stosującą przemoc od osoby, która jej doświadcza.
Możliwe jest m.in. nakazanie opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i jego najbliższego otoczenia oraz zastosowanie odpowiednich zakazów.
To ważne, bo czasami słyszę:
„Mieszkanie jest jego, więc to ja muszę uciekać.”
Nie zawsze.
Samo to, kto jest właścicielem mieszkania, nie oznacza, że osoba doznająca przemocy musi być tą, która opuszcza dom.
A jeśli słyszysz: „Nie płacisz za mieszkanie, więc się wyprowadź”?
Samo to również nie wystarczy.
Nie patrzyłbym wyłącznie na to, kto robi przelew za ratę kredytu, czynsz czy rachunki.
Jedno z Was może zarabiać więcej, a drugie w większym stopniu zajmować się dziećmi i domem.
Dlatego argument:
„Ja płacę, więc ja decyduję, kto tutaj mieszka”
nie oznacza, że można po prostu kazać drugiej osobie opuścić rodzinny dom.
Czy dzieci mają znaczenie?
Tak.
Jeżeli macie dzieci i mieszkają one z Tobą, nie patrzyłbym na mieszkanie w oderwaniu od ich codziennego życia.
Gdzie będą mieszkały? Czy pozostaną w tej samej szkole lub przedszkolu? Jak będzie wyglądała opieka? Czy któreś z Was chce wyprowadzić się razem z dziećmi?
Czasami Klient przychodzi do mnie z pytaniem:
„Czy może mnie wyrzucić?”
a po kilkunastu minutach rozmowy okazuje się, że problem jest znacznie szerszy.
Bo nie chodzi już tylko o mieszkanie.
Chodzi również o dzieci i o to, jak będzie wyglądało ich życie po Waszym rozstaniu.
Czy powinienem sam się wyprowadzić, żeby uniknąć konfliktu?
Nie podejmowałbym takiej decyzji tylko dlatego, że druga strona tego żąda.
Sama wyprowadzka nie oznacza, że rezygnujesz z własności mieszkania. Nie przesądza też sama w sobie o Twojej winie za rozpad małżeństwa.
Może jednak później mieć znaczenie dla tego, jak wygląda Wasze rozstanie – szczególnie jeżeli macie dzieci albo zaczyna się spór o mieszkanie.
Dlatego zanim spakujesz rzeczy, dobrze sprawdzić, co taka decyzja może oznaczać właśnie dla Ciebie.
Co sprawdzam, kiedy Klient mówi: „Każe mi się wyprowadzić”?
Nie odpowiadam od razu:
„Może” albo „nie może”.
Najpierw chcę wiedzieć, do kogo należy mieszkanie.
Czy zostało kupione przed ślubem czy już w trakcie małżeństwa? Czy należy do Was obojga? Czy je wynajmujecie? Czy nadal razem w nim mieszkacie? Czy macie dzieci? Czy rozwód już się rozpoczął? Czy w domu dochodzi do przemocy albo innych zachowań, których się obawiasz?
Dopiero wtedy mogę powiedzieć Ci, jak wygląda Twoja sprawa i co możesz zrobić.
Bo zdanie:
„To moje mieszkanie, więc masz się wyprowadzić”
nie rozstrzyga jeszcze niczego.
Zanim spakujesz walizki tylko dlatego, że druga strona tego żąda, sprawdź, czy rzeczywiście musisz to zrobić i jakie skutki może mieć dla Ciebie wyprowadzka.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, przeczytaj także inne artykuły.
Sprawdź najnowsze artykuły
Czy do rozwodu potrzebny jest prawnik?
Nie każdy rozwód wymaga takiej samej pomocy. Najważniejsze jest, żebyś wiedział, z czym wchodzisz do sądu i jakie konsekwencje mogą mieć decyzje, które podejmujesz po drodze.
Czy wszystko, co mamy, jest wspólne?
Nawet jeśli jesteście małżeństwem od wielu lat i nie podpisywaliście intercyzy, część majątku może należeć do Was obojga, a część tylko do Ciebie albo Twojego małżonka.
Rozwód i podział majątku to dwie różne sprawy
Wiele osób zakłada, że skoro sprawa trafia już do sądu, to przy okazji zostanie rozstrzygnięte wszystko: rozwód, dzieci, alimenty, mieszkanie, samochód, oszczędności i kredyt.